ISIDORUS felietony
Dzisiaj jest czwartek, 23. listopada 2017    
Logowanie | Rejestracja







Najnowsze:
Społeczeństwo
Wiara
Dziecko
Młodzież
Małżonkowie
Rodzice
Seniorzy
Codzienność
Duchowni
Kultura i sztuka
Powrót Powrót
Misiek odchodzi do lamusa! Drukuj
piątek, 5 grudnia 2008, 18:43
Dodał: (Admin)
Mikołajki i Święta Bożego Narodzenia to doskonałe okazje, by obdarować bliskich jakimś miłym drobiazgiem. Chociaż drobiazg to chyba nie jest najlepsze słowo... Zwłaszcza że sprzedawcy już od października bombardują nas reklamami, które pokazują odbiorcy, iż tylko drogi, markowy prezent sprawi radość naszym przyjaciołom czy rodzinie.

Pomijając już zupełnie fakt, że to nie prezenty są najważniejsze w czasie świąt i chyba jednak nie na podarki czekamy najbardziej, są one miłym dodatkiem do świąt. Może trochę inaczej postrzegają to dzieci oraz osoby podatne na wpływ reklamy i mass-mediów, promujących zazwyczaj konsumpcyjny styl życia.

Muszę to mieć!
Szczególnie podatni na wpływ kampanii reklamowych są najmłodsi. Dzieci często bezkrytycznie przyjmują to, co widzą na szklanym ekranie lub stronicy gazety. A bardzo trudno jest wyjaśnić młodemu człowiekowi, że nie wszystko jest niezbędne i tak wspaniałe, jak twierdzi sprzedawca lub producent. Właściwie przed każdym programem przeznaczonym dla dzieci emitowany jest często nawet kilkunastominutowy blok z reklamami zabawek i innych produktów dla najmłodszych. Dopiero po takim bombardowaniu informacjami, jakie lalki i samochodziki są najlepsze, maluch może obejrzeć swoją ulubioną bajkę. Chyba że też zostanie przerwana kolejnym blokiem reklamowym... Takie działania reklamodawców oczywiście nie pozostają bez efektów. Dziewczynki po kilkakrotnym obejrzeniu reklamy lali z karocą, diademem, szminką i jeszcze kilkoma innymi - oczywiście niezbędnymi - atrybutami pałają zazwyczaj chęcią posiadania takowej we własnej kolekcji.


I tu zaczynają się schody, bo zachcianki dzieci i portfele rodziców dość często są wobec siebie w opozycji. Najlepiej wiedzą o tym pracownicy sklepów z zabawkami, którzy często są świadkami prawdziwych batalii między kilkuletnim dzieckiem a rodzicielem. - Wiele już w życiu widziałam, ale to, co potrafią zrobić maluchy, żeby zdobyć upragnioną zabawkę, przechodzi ludzkie pojęcie - mówi Jolanta, pracownik sklepu z zabawkami. - Całkiem niedawno mniej więcej 4-letni chłopiec, który przyszedł do mojego sklepu z mamą, położył się na podłodze, gdy kobieta nie zgodziła się kupić mu zdalnie sterowanego samochodu za prawie 200 zł - opowiada dalej. Ale nie są to bynajmniej przypadki odosobnione, a jak zaznacza Jola, coraz częściej rodzice są wręcz szantażowani przez pociechy, które nie tylko potrafią się rozpłakać przed sklepową wystawą, ale również grozić, że nie zjedzą obiadu lub nie pójdą do przedszkola, jeśli nie dostaną tego, co chcą. - Codziennie obserwuję, jak wielki wpływ na maluchy wywiera reklama telewizyjna. Mimo że półki uginają się wprost od różnorodnych zabawek wielu producentów i bardzo zróżnicowanych pod względem cenowym, dzieci najczęściej pytają o te, których reklamę zobaczyły w telewizji lub prasie - tłumaczy ekspedientka. - Te mniej znanych marek, choć są równie ładne, nie cieszą się już taką popularnością - wyjaśnia.

Rodzicielska niemoc
Aż trudno uwierzyć, że kilkuletnie dzieci są w stanie tak bardzo manipulować rodzicami. - Młodzi mama i tatuś bardzo często sami są sobie winni - mówi Jola. - Kupują dzieciom mnóstwo zabawek, aby te zajęły się zabawą i nie przeszkadzały im w pracy. Od tego się zaczyna... A kiedy do rozpieszczania najmłodszych przyłączają się jeszcze dziadkowie, ciocie itd., to kłopoty wychowawcze z najmłodszym członkiem rodziny mamy prawie jak w banku - stwierdza.

No ale jak tu nie kupić tak uroczej istotce czegoś, co sprawi jej radość? - W kupowaniu prezentów nie ma nic złego, wprost przeciwnie. Ale wiele osób naprawdę przesadza. Po co kilkuletniemu dziecku zabawki za kilka tysięcy? - zauważa sprzedawczyni. - Może nie powinnam tak mówić, bo zarabiam na sprzedaży artykułów dla dzieci, ale sama jestem mamą i wiem, że nadmierne rozpieszczanie dziecka nie prowadzi do niczego dobrego - dodaje, uśmiechając się jednocześnie.

Wygórowane oczekiwania
Członkowie rodziny chcą sprostać oczekiwaniom dzieci, dlatego często już dużo wcześniej dopytują się, co najmłodsi chcieliby dostać od Mikołaja lub na urodziny. - Do mojego sklepu bardzo często przychodzą babcie i dziadkowie, którzy dostali właśnie instrukcję co do świątecznego upominku. Zwykle z lekkim przerażeniem pytają o zabawkę, której nazwy nie sposób wymówić, a kiedy widzą już, co ich wnuk lub wnuczka chcą otrzymać, patrzą jedynie ze zdziwieniem i lekkim niesmakiem - tłumaczy sklepikarka. Współczesne dzieci dokładnie wiedzą, czego chcą. To nie są już te nieśmiałe istotki, które cieszą się z każdego drobiazgu. - Dzieci mają ściśle określone wymagania co do prezentów. Muszą być modne, żeby one miały się czym chwalić swoim kolegom - kwituje Jola.

A co z pluszowym misiem, który utulał do snu kilka pokoleń polskich dzieci? - Misie nadal całkiem dobrze się sprzedają, a wybór pluszaków jest ogromny - wyjaśnia sprzedawczyni i dodaje: - Ale moim zdaniem maskotki kupują raczej trochę starsze „dzieci”. Bardzo często jest to prezent na osiemnastkę albo walentynki. Najmłodsi niekoniecznie cieszą się z takiego podarku...

Nowoczesny prezent również nie gwarantuje, że wywoła uśmiech na twarzy dziecka. Przekonała się o tym pani Jadwiga, która w ubiegłym roku postanowiła sprawić swojemu 8-letniemu wnukowi świąteczny prezent. - Pytałam wiele osób i doradzono mi, abym tak dużemu chłopcu nie kupowała zabawek, bo na pewno będzie niezadowolony. „Odtwarzacz MP3 albo komórkę”, słyszałam najczęściej. No więc kupiłam wnusiowi telefon komórkowy, zapakowałam i położyłam pod choinką - wspomina. - Kiedy Michaś otworzył pudełko i krzyknął z niezadowoleniem: „Kto dał mi prezent za złotówkę?”, myślałam, że serce mi pęknie.

Najważniejsze...
To, że duża część dzieci jest bardzo rozpieszczona, i Święta Bożego Narodzenia oraz mikołajki kojarzą się im głównie z otrzymywaniem kolejnych podarków, to fakt. Nie można jednak powiedzieć, że wszystkie dzieci otrzymują „od Mikołaja” rzeczy warte kilkaset złotych. Większości polskich rodzin po prostu nie stać ich na tak duże wydatki. - Mamy z mężem trójkę dzieci i na święta dajemy sobie jakieś drobiazgi: kapcie, krawat albo ciepły szalik - opowiada pani Elżbieta. - Nie jesteśmy w stanie kupić każdemu z dzieci kosztownego prezentu, ale nie uważam żeby przez to nasze święta były gorsze niż w zamożniejszych rodzinach - dodaje.

Co tak naprawdę tworzy świąteczną atmosferę i daje nam prawdziwą radość świętowania? - Zarówno ja, jak i moje dzieci ze wzruszeniem wspominamy Boże Narodzenie, ale nie dlatego, że przyszedł bogaty Mikołaj. Dla nas najważniejszy jest czas, który spędzamy razem i wspólne śpiewanie kolęd przy wigilijnym stole. Do tej pory najpiękniejszym wspomnieniem naszego najstarszego syna jest chwila, kiedy po raz pierwszy zabraliśmy go na Pasterkę - wspomina pani Ela.

Prezenty z pewnością cieszą i mogą być pięknym dodatkiem do świątecznego spotkania w rodzinnym gronie, ale nie są - a przynajmniej nie powinny być - najważniejszym elementem rodzinnego spotkania przy wigilijnym stole. Nawet jeśli są najpiękniej zapakowane i warte majątek, są niczym w porównaniu z radością z narodzin Pana, którą przeżywamy w grudniową noc razem z członkami naszych rodzin...


WYIMEK:
Co tak naprawdę tworzy świąteczną atmosferę i daje nam prawdziwą radość świętowania?

autor: MAGDALENA SZEWCZUK
źródło: Echo Katolickie



Powyższy artykuł publikujemy dzięki uprzejmości Oficyny Wydawniczej wydającej tygodnik "Echo Katolickie".
Ten oraz inne ciekawe artykuły i felietony, można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika (nr 49).



POLECAMY:
www.EchoKatolickie.pl
Ludzie onet.pl Digg Del.icio.us Technorati Wykop Śledzik Blip Flaker Facebook Tweeter Google Bookmarks Pinger






Waszym zdaniem: Dodaj komentarz Zobacz wszystkie (0)
Aby dodać komentarz, proszę się zalogować.
Logowanie:
Użytkownik: Hasło: Pamiętaj!   
   Zarejestruj się
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.

Na skróty:

Polecamy:

Stopka wydawnicza:

© 2002-2015 Chrześcijański Portal Świętego Izydora
Patrona Internetu i Internautów, ISSN 1803-1285
Wydawca:
Consociatio S. Isidori Hispalensis, o.s.
Redaktor naczelny:
Tomasz Adam Kaniewski
Adres redakcji:
Redakcja Portalu św. Izydora,
skrytka pocztowa 59,
57-350 Kudowa Zdrój
Konto bankowe:
Fortis Bank Polska, O/Wrocław
73 1600 1156 0004 0601 7389 6080
Projekt i wykonanie:


Česká verze Wersja polska

0.12443900