ISIDORUS felietony
Dzisiaj jest środa, 13. grudnia 2017    
Św. Łucji, dziewicy i męczennicy
Logowanie | Rejestracja







Najnowsze:
Społeczeństwo
Wiara
Dziecko
Młodzież
Małżonkowie
Rodzice
Seniorzy
Codzienność
Duchowni
Kultura i sztuka
Powrót Powrót
Moja wyprawa na Ukrainę Drukuj
niedziela, 7 maja 2006, 0:00
Dodał: Maria Świątkowska (Bizi)
Pojechałam na Ukrainę. Najpierw pociąg z Przemyśla do Czerniowiec – cała noc w podróży. Pierwsze wrażenie było dość zaskakujące – wsiadłam i od razu uderzył w nozdrza zaduch, zapach jakby stęchlizny, na podłodze wzdłuż całego wagonu dywanik a na nim równie długa szmata, brudne okna. W przedziale miejsca do spania jak u nas kuszetki, jakieś materace i poduszki na górnej półce. W środku siedziała dziewczyna – młoda, ładna Ukrainka z odtwarzaczem mp3 i słuchawkami na uszach.

Flaga Ukrainy
Flaga Ukrainy

Po odprawie w Mościskach moja współpasażerka zaczęła się przygotowywać do spania. Zrobiło się już ciemno więc niczego już nie można było przez okno zobaczyć – poszłam spać i ja.

Do Czerniowiec dojechałam o 4 rano. Poczekałam na ks. Stanisława, który przyjechał po mnie parafialnym samochodem. Potem jeszcze ok. pół godziny do Storożyńca i byłam na miejscu.
Zamieszkałam w domu, gdzie mieści się kuchnia dla ubogich i świetlica dla dzieci. Położyłam się spać. Około południa rozległo się pukanie do drzwi – siostra Dorota przyszła zaprosić mnie na kawę. Zeszłam na dół do kuchni. Usiadłyśmy przy stole. Siostra Dorota – szarytka ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo – zaczęła mi opowiadać o pracy w Storożyńcu. Siostry prowadzą tam kuchnię dla ubogich i świetlicę. Jedna z sióstr jest katechetką – uczy dzieci religii. Inna opiekuje się chorymi na terenie parafii. S. Dorota zaproponowała, żebym po obiedzie pojechała z nią rozwieźć posiłek dla podopiecznych, którzy sami nie przychodzą.

Ok. godz. 13.00 zaczęli przychodzić ludzie – niektórzy (kilka osób) jedli na miejscu w stołówce, inni brali żywność do domu dla bliskich. Przyszedł ksiądz Stanisław, wszedł do jadalni, przywitał się słowami: „Christos waskries”. Przypomniało mi się, jak nasz Ojciec Święty tymi samymi słowami pozdrawiał pielgrzymów z Ukrainy. Ks. Stanisław zjadł z nami obiad. Jedliśmy to samo, co podopieczni – barszcz ukraiński i makaron z kotletem mielonym. Smakowało nieźle.

Po obiedzie pojechałyśmy z s. Dorotą do pobliskiej wsi Panka. Było kilka posiłków do rozwiezienia. Drogi na Ukrainie są w opłakanym stanie – dziura na dziurze. Siostra prowadziła samochód jak rajdowiec – slalomem między dziurami, zna je chyba wszystkie na pamięć. Mówiła, że ich samochody ciągle wymagają napraw zawieszenia, przy takim stanie dróg to nieuniknione. Na koniec pojechałyśmy do dwóch starszych kobiet, które mieszkają na odludziu. Stoją dwie chaty a w nich staruszki. Jedna „na chodzie” ale porusza się z trudnością. Próbowała ze mną rozmawiać – po kilku zdaniach zaczęłam coś rozumieć, ale niewiele. Siostra zostawiła posiłek i poszłyśmy do drugiej chaty. Staruszka siedziała w łóżku. W małej izbie był zaduch – siostra otworzyła drzwi, żeby wywietrzyć. Zapytała, czy babcia miała zmienianego pampersa i opatrunek na nodze – nie miała. Siostra poprosiła, żebym poczekała na zewnątrz. Wyszłam. Czekałam przy samochodzie. Widziałam jak siostra wychodzi wyrzucić jakieś szmaty – na rękach ma rękawice a na twarzy uśmiech. Niesamowite – taką posługę większość ludzi jeżeli już wykonuje, to robi to raczej z obrzydzeniem a ona się uśmiecha. Jak bardzo trzeba kochać Boga i ludzi, żeby się uśmiechać w takich okolicznościach.

W drodze powrotnej siostra opowiadała o sytuacji staruszki – ma jakiegoś krewnego, który odwiedza ją dość regularnie, żeby... zabrać babci rentę. Do opieki się nie garnie. Ech...

Wróciłyśmy do domu. Ksiądz Stanisław zabrał mnie wieczorem do Starej Huty – wsi zamieszkałej przez Polaków. O drogach już pisałam – w niektórych miejscach po prostu jazda po muldach. Okolice piękne – góry na horyzoncie, cmentarz żydowski po drodze i pomnik Chmielnickiego w polskim kontuszu. Dojechaliśmy do kościoła. Weszłam do środka. Ksiądz zajął się dziećmi, które przychodzą na katechezę. Ja sobie obejrzałam polski kościół na ukraińskiej prowincji. Daleko temu wnętrzu do przepychu warszawskiej Bazyliki św. Krzyża. Jest jednak w tym kościele coś pięknego – surowego i pierwotnego. To ubóstwo tak cenione przez pierwszych chrześcijan.

W powrotnej drodze powiedziałam księdzu jakąś bzdurę o tym, że oni przez swoją obecność pokazują ludziom lepszy świat. Lepszy? Nie – inny po prostu. Bo czy przez posiadanie ubikacji z dolnopłukiem czynimy świat lepszym? Co z tego, że ktoś ma wc na podwórku? Czy to go czyni gorszym od posiadacza łazienki w glazurze i terakocie? Czy to kim jesteśmy zależy od warunków, w jakich mieszkamy? Dlaczego wysoko cywilizowani Holendrzy tak daleko odeszli od Boga, że legalizują eutanazję i związki homoseksualne? Może ubóstwo trzyma ludzi przy Bogu silniej, niż dobrobyt? Może prowincjonalny szept natury nie zagłusza Boga tak, jak wielkomiejski hałas? Różne myśli mi teraz przychodzą do głowy. Po powrocie do Polski zobaczyłam ten „inny świat” w zupełnie inny sposób. Może nasze polskie pociągi mają czyste szyby, ale czy pasażerowie tych pociągów mają przez to czystsze serca?

Nie wiem, co jeszcze napisać o mojej wizycie w Storożyńcu. Najważniejsze chyba już jest. Acha – byłam jeszcze na śniadaniu u księży Misjonarzy – po mszy to było. Byłam też na odpuście w Kicmaniu i bankomat widziałam w pobliżu kościoła. Zobaczyłam, co tam na misjach się robi i zaczęłam mieć wątpliwości, czy to, co ja robię w swoim życiu, ma sens. Bo to, co oni tam robią, ma sens najgłębszy. Kiedyś pewien młody człowiek, ateista, zapytał mnie po co są duchowni? – z jego punktu widzenia to próżniacy. Powinien chyba odwiedzić takie miejsce jak Storożyniec na Ukrainie. Może gdyby zobaczył to, co ja widziałam... Na pewno nie zachęcają do nawrócenia dostojnicy kościelni opływający w dostatki. Zachęcić do nawrócenia może ksiądz tak zanurzony w świętości Pana Jezusa, że jego życie staje się żywym znakiem, w którym ludzie rozpoznają Jego samego (posłużyłam się tu słowami modlitwy za duszpasterzy autorstwa papieża Pawła VI). Umocnić w wierze może zakonnica, która po cichu i z oddaniem służy Bogu i Jego potrzebującym pomocy dzieciom. Takich właśnie ludzi tam widziałam.

Byłam w Storożyńcu zaledwie dwa dni, ale to były dwa dni, które wstrząsnęły moim spojrzeniem na rzeczywistość i teraz już nic nie będzie takie samo.



Ludzie onet.pl Digg Del.icio.us Technorati Wykop Śledzik Blip Flaker Facebook Tweeter Google Bookmarks Pinger


Waszym zdaniem: Dodaj komentarz Zobacz wszystkie (0)
Aby dodać komentarz, proszę się zalogować.
Logowanie:
Użytkownik: Hasło: Pamiętaj!   
   Zarejestruj się
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.

Na skróty:

Polecamy:

Stopka wydawnicza:

© 2002-2015 Chrześcijański Portal Świętego Izydora
Patrona Internetu i Internautów, ISSN 1803-1285
Wydawca:
Consociatio S. Isidori Hispalensis, o.s.
Redaktor naczelny:
Tomasz Adam Kaniewski
Adres redakcji:
Redakcja Portalu św. Izydora,
skrytka pocztowa 59,
57-350 Kudowa Zdrój
Konto bankowe:
Fortis Bank Polska, O/Wrocław
73 1600 1156 0004 0601 7389 6080
Projekt i wykonanie:


Česká verze Wersja polska

0.04949593