ISIDORUS felietony
Dzisiaj jest niedziela, 22. października 2017    
Św. Jana Pawła II - papieża
Logowanie | Rejestracja







Najnowsze:
Społeczeństwo
Wiara
Dziecko
Młodzież
Małżonkowie
Rodzice
Seniorzy
Codzienność
Duchowni
Kultura i sztuka
Powrót Powrót
O domu odnalezionym Drukuj
środa, 28 marca 2007, 22:22
Dodał: (Admin)
Po dniu pełnym zajęć, żując jeszcze bułkę kupioną po drodze w sklepie, weszłam do kościoła. Wtopiłam się w tłum, schowałam za kolumną. Tak miało być: schować się, posłuchać co ma do powiedzenia biskup jeżdżący na Woodstock. Może będzie chciał być luzacki… może będzie robił show… Czy rzeczywiście, pomimo tego, że jest biskupem jest ludzki? Tak, na rekolekcje akademickie głoszone przez biskupa Dajaczka zawiodła mnie zwykła ciekawość.
Ale czy zwykła ciekawość… Może nadzieja, że ktoś chce mówić o Bogu też do ludzi, do których wielu boi się odezwać nawet tak po prostu, by porozmawiać o czymkolwiek. Skoro rozmawia z woodstockowymi buntownikami. Może nadzieja, że rzeczywiście jest to ktoś kto ma coś do powiedzenia, skoro słuchają go ci, którzy z założenia nie słuchają tzw. autorytetów moralnych, czy duchowych.


Bóg Ojciec, Stworzyciel
Bóg Ojciec, Stworzyciel
Fragment obrazu stworzenia człowieka

Zawsze spóźniona, nieco sceptyczna, z głową pełną minionego dnia, z sercem pełnym pytań, żalu do całego świata stałam wciśnięta między kolumną a ścianą. Kim jesteś? dopadło mnie pytanie i uczepiło się umysłu i serca… wydobyło ziejącą pustkę skrywaną w zagonieniu, złości, pod maską twardziela… Kim jestem? Czy dlatego tak miotam się w życiu? Czy dlatego nie wiem czego tak naprawdę chcę? Czy dlatego nie wiem co jest dla mnie ważne? Czy dlatego jak ubranie szyte na miarę pasuje do mnie powiedzenie „samotny w tłumie”? Czy dlatego nie potrafię być dzieckiem, matką, przyjacielem… Trzeba wiedzieć kim się jest, żeby móc ofiarować siebie darze – wejść w relację. Czy dlatego, że nie wiem kim jestem nie potrafię stworzyć trwałych, prawdziwych, bezinteresownych więzi z ludźmi, z Bogiem? Szukam w namiastkach... a nadal jestem… głodna. Czy dlatego nigdzie, gdzie byłam, gdzie jestem nie czuję się „jak w domu”?

Trzeba narodzić się na nowo… trzeba na nowo zaczerpnąć życia ze źródeł życia – od samego Boga. On daje życie to fizyczne, ale i rodzi mnie do wiary – w chrzcie… Trzeba narodzić się na nowo… na nowo odnaleźć w sobie człowieka i dziecko Boga. Ale… jak to zrobić? Wmówić sobie? Jak tak po prostu uwierzyć? Czy wiara bez zrozumienia dlaczego wierzę, w co i po co jest wiarą prawdziwą, dojrzałą? Jeśli nie wiesz kim jesteś… kimkolwiek jesteś: witaj w Kościele. Należę do Kościoła. Od chrztu, pomimo całej historii życia, co więcej, z całą historią życia i wątpliwościami, jestem nadal… dzieckiem Boga. I chociaż nie potrafię nim być, nie dorastam do bycia dzieckiem, to nie zmienia faktu, że Bóg kocha i czeka na mnie jak na jedyne dziecko. Nie zmienia faktu, że imię każdego człowieka wypisał na swoim sercu, tak jak kiedyś wypisał prawo na kamiennych tablicach dla Izraela. Nic i nikt go nie wymaże…

Wychylam się zza kolumny. Nie mogę oprzeć się pragnieniu, żeby zobaczy tego człowieka, który do tej chwili był dla mnie człowiekiem bez twarzy, jedynie głosem. Chcę zobaczyć i zapamiętać twarz człowieka, który zapytał mnie kim jestem. Chcę zobaczyć twarz człowieka, który w mojej chęci ucieczki wyrwał mnie z ukrycia, który zadał pytanie, którego pewnie sama nie zadałabym sobie w lęku przed pustą ciszą, która byłaby odpowiedzią.

Jestem kimś, kto może odczytać wyryte swoje imię na sercu Boga, jestem kimś kto należy do Kościoła… opieram głowę na kolumnie. Opieram serce na tych myślach. Nie jestem już nikim. Nie jestem już w ukryciu. Bóg mnie dostrzega. Co więcej dostrzega nie po to, by osądzać, ale po to by przypomnieć mi… moje imię. I coś jeszcze. Jestem kimś wolnym. Mogę teraz pójść do chrzcielnicy i zanurzyć rękę w święconej wodzie, przeżegnać się i wypowiedzieć swoje imię… Nie chcę… Oszołomiona prawie pijana od odkrycia pustki i… nadziei wychodzę w chłód wieczoru…

Może jutro też przyjdę.

Ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu cały następny dzień czekałam na wieczór, na kolejne rekolekcyjne zatrzymanie się. Nie stałam już za kolumną. Chciałam widzieć twarz tego, który mówi mi o Bogu i o mnie, który pukał do mnie z drugiej strony muru, za którym schowałam się przed światem, przed sobą i przed Bogiem. Mam dla Was dobrą nowinę. Bogu nigdy nie znudzi się przebaczanie. Spokojna twarz biskupa, bez patosu, bez tanich wzruszeń. Jak to Bogu nie znudzi się przebaczanie? Jak to pojąć? Ale czy mi nie znudzi się przebaczanie Boga? Czy nie znudzi mi się to obdarowywanie przez Boga? Bezinteresowna miłość zawsze rodzi człowieka… Ale czy istnieje taka miłość? Czy nawet Bóg jest do końca bezinteresowny? Czy można pojąć taką bezinteresowną miłość, która nie oczekuje zupełnie niczego, nawet odwzajemnienia? I docierają słowa, że relacja z Bogiem nie jest tylko intelektualnym poznaniem – jest dotknięciem.

Kiedy zamykam się na miłość, kiedy zamykam się na innych, odmawiam im współczucia, ciepła, wtedy umieram. Kiedy patrzę tylko na siebie, kiedy uważam, ze trzeba się martwić jedynie o siebie, wtedy umieram. Kiedy odrzucam miłość, bo nie mam już nadziei na tą ożywiającą bezinteresowną miłość, wtedy umieram... Bóg nie boi się dotknąć największą miłością tych miejsc, gdzie jest największa moja rozpacz. W tych wydarzeniach, w ranach, gdzie nie widzę nadziei na miłość… On może tego dotknąć. Tak jak dotknął nadzieją Zacheusza, wyciągnął go z jego kompleksów tak, ze mógł rozdawać swój majątek. Nie potrzebował już żadnego innego oparcia – poznał bezinteresowność Boga. Nadzieją dotknął Jawnogrzesznicę, kiedy nikt nie wierzył w dobro w jej sercu, On ją podniósł. Bóg nie wypomina, On przebacza. Przygarnął tez Piotra, który po zapewnieniach, że odda za Niego życie wyparł się Go trzy razy… być może stracił nadzieję, może wiarę w Jezusa… Jezus mu tego nie wyrzuca, nie wraca do tego, pyta go o to, co najważniejsze: o miłość. Na kartach Pisma Świętego Bóg ciągle wyciąga rękę do człowieka, aby go podnieść, podźwignąć, dotknąć. Człowiek może tą rękę odrzucić, podeptać, opluć, ale Bóg tej ręki nigdy nie cofnie. Dlatego, że Bóg nie znudzi się przebaczaniem. Może powiedzieć: nie znam tego człowieka, nie wiem kim jest, nie jestem od Niego… ale On i tak bierze Krzyż i umiera za niego. Może odrzucić Jego miłość, porzucić nadzieję, ale On i tak bierze krzyż i umiera za niego. Nie za ludzkość, ale… za konkretnego człowieka. Kiedy taki ogrom miłości zalewa serce… nie można być obojętnym… Bóg rodzi człowieka na nowo.

I nie wytrzymuję. Łzy palą oczy. Serce bije jak oszalałe. Chciałabym podbiec i rzucić się na szyję temu, który mówi mi o takim Bogu. Chciałabym rzucić się na szyję Bogu… Odkrywam, że nie przeraża mnie modlitwa. Nie wiem, co powiedzieć Bogu, jak ubrać w słowa to, co jest we mnie, wiec idę myślą za słowami biskupa… potrzebujemy byś nas dzisiaj dotknął. Bardzo tego potrzebujemy… i przychodź, kiedy w naszym sercu rozpacz, że nic nie widać. Kiedy jesteśmy jak ślepcy przed bramą świątyni wołający: Ulituj się nade mną. I przychodź także wtedy, kiedy brak nadziei zamyka nam gardło i nie pozwala nawet krzyczeć… i wtedy przychodź i dotknij… W tej modlitwie czuję się „jak w domu”.

…dziękuję Bogu i Jego słudze bpowi E. Dajczakowi…


swoimi przeżyciami z Rekolekcji Akademickich w Poznaniu podzieliła się:
Justyna - paczka_dropsow

Ludzie onet.pl Digg Del.icio.us Technorati Wykop Śledzik Blip Flaker Facebook Tweeter Google Bookmarks Pinger


Waszym zdaniem: Dodaj komentarz Zobacz wszystkie (0)
Aby dodać komentarz, proszę się zalogować.
Logowanie:
Użytkownik: Hasło: Pamiętaj!   
   Zarejestruj się
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.

Na skróty:

Polecamy:

Stopka wydawnicza:

© 2002-2015 Chrześcijański Portal Świętego Izydora
Patrona Internetu i Internautów, ISSN 1803-1285
Wydawca:
Consociatio S. Isidori Hispalensis, o.s.
Redaktor naczelny:
Tomasz Adam Kaniewski
Adres redakcji:
Redakcja Portalu św. Izydora,
skrytka pocztowa 59,
57-350 Kudowa Zdrój
Konto bankowe:
Fortis Bank Polska, O/Wrocław
73 1600 1156 0004 0601 7389 6080
Projekt i wykonanie:


Česká verze Wersja polska

0.03462219